Antoni Krupa

Szeregowy Ordynans por. M. Szymańskiego "Sępa" Urodził się 10 listopada 1924 roku we wsi Korpusy (dziś dzielnica Stąporkowa). Syn Jana i Marii. Mieszkał razem z rodzicami. Jego ojciec, Jan Krupa, gajowy w Korpusach, zmarł kilka lad przed wybuchem wojny. Ukończył szkołę ludową, po czym terminował jako ślusarz. Do wybuchu wojny pracował w Wołowie jako terminator ślusarski. Po wybuchu wojny powrócił do domu i pomagał w gospodarstwie. W Smarkowie podczas odwiedzin u starszego brata, Gustawa, spotkał się z patrolem dowodzonym przez por. „Sępa”. Wypytywany, dość precyzyjnie określił siły niemieckie stacjonujące w Stąporkowie, czym spodobał się porucznikowi. Na nieśmiałe pytanie czy może wstąpić do oddziału „Sęp” odpowiedział żartem, że może pod warunkiem, że przyjdzie z własnym karabinem. Ojciec Mariana Guta, przyjaciela Antoniego, Józef Gut należał do konspiracyjnej placówki w Korpusach o kryptonimie „Maria” dowodzonej przez podoficera zawodowego KOP Lucjana Janickiego. Placówka była wzorowo zorganizowana, posiadała kadrę instruktorów wyszkolenia wojskowego i była dobrze zaopatrzona w broń. Antoni Krupa i Marian Gut właśnie z tej placówki „wypożyczyli” broń udając się do Oddziału majora Hubala. Do oddziały dołączyli w Gałkach około 15 lutego 1940 roku. Ponieważ Antoni Krupa był zbyt młody do wojska, ale posiadał broń i mundur, major Hubal pozwolił mu zostać i pełnić funkcję ordynansa por. Marka Szymańskiego „Sępa”. Podczas bitwy pod Huciskiem znajdował się w poczcie majora. Z lasów suchedniowskich po walkach pod Szałasem i po rozproszeniu piechoty wycofywał się w grupie dowodzonej przez por. „Sępa”. Razem z nimi byli Antoni Kisielewski, strzelec Konrad Matynia i Kazimierz Turlik. 5 kwietnia 1940 r. zatrzymali się w zagajniku obok gajówki Piekło pod Końskimi; tu mieli zamiar czekać na zapadnięcie zmroku; w tym czasie żona gajowego, przyniosła im ciepłej strawy. Nie pytając porucznika o pozwolenie, Antoni Krupa wraz z 22-letnim Kazimierzem Turlikiem z Sulejowa, samowolnie, nie czekając do zmroku, weszli do domu gajowego, aby się ogrzać i przebrać w cywilne ubrania. Niemcy, bacznie obserwujący gajówkę z pobliskich zarośli, dostrzegli partyzantów i natychmiast wysłali patrol, który ich obezwładnił i wyprowadził. Zostali przewiezieni do Mniowa, do kwatery SS-Oberführera Leo von Jeny, mieszczącej się na plebani. Tu zostali przesłuchani, przez SS-Oberscharfürer Merza, a następnie wraz z dowodami „zbrodni" (karabiny, amunicja, pasy wojskowe, ładownice, czapki polowe z orzełkami) zostali 18 kwietnia 1940 roku, na podstawie protokółu nr III 622 40, przekazani do dyspozycji Komendanta Policji Bezpieczeństwa i SD Dystryktu Radomskiego. do więzienia w Radomiu. W radomskim więzieniu przesiedzieli tam dwa miesiące; w tym czasie kilkakrotnie byli przesłuchiwani, bici i torturowani; następnie wraz z innymi zostali wywiezieni na Firlej i tam rozstrzelani w czerwcu 1940 roku. Protokół przesłuchania Antoniego Krupy: Kielce, 7.4.40 Stawił się doprowadzony powstaniec (der Aufstaendlsche) Antoni Krupa; urodzony dnia 10.11.1924 w Koprusach, gm. Odrowąż, pow. Końskie, ostatnio zamieszkały u matki w Koprusach, który zeznaje jak następuje: do osoby: Urodziłem się w Koprusach, jako syn gajowego Jana Krupy i jego małżonki Marii Uczęszczałem tam do szkoły ludowej, po czym terminowałem jako ślusarz. Do wybuchu wojny pracowałem w Wołowie jako terminator ślusarski. Po tym okresie pomagałem matce w domu. do sprawy: Dnia 16 czy 17 marca (1940 r. - Sz. D.) zapragnąłem odwiedzić swojego brata Stanisława w Smarkowie. Tuż przed wsią zatrzymał mnie polski patrol wojskowy w sile 13 ludzi. Dowódcą tego patrolu był polski porucznik „Sęp" z Końskich. To jest tylko jego pseudonim, prawdziwe nazwisko nie jest mi znane. Byłem wyczerpująco wypytywany, po czym domagano się ode mnie, bym przyłączył się do wojska. Przeważnie zapytywano mnie, gdzie w pobliżu znajduje się wojsko niemieckie i jaki jest jego stan liczebny. Przekazałem patrolowi, że w Stąporkowie znajduje się kompania wojska niemieckiego. Poza informacjami o charakterze osobistym, nic więcej o wojsku niemieckim nie zeznałem. Następnie zaprowadzono mnie do miejscowości Hucisko, i1 przydzielono porucznikowi „Sępowi” w charakterze ordynansa. Po dwóch dniach przyprowadzono mnie do majora Hubala. Hubal powiedział mi, że dla wojska jestem zbyt młody, ale że mogę pozostać jako ordynans porucznika „Sępa”. Oddział składał się swego czasu z 22 kawalerzystów i 30 piechurów. Z biegiem czasu liczba piechurów wzrosła do 45 ludzi, z czego 5 było jeszcze ubranych po cywilnemu. Mundury dla mnie i dla później przybyłych ochotników były zbierane wśród chłopów okolicznych miejscowości. Stałego magazynu nie widziałem. Innych wojsk majora Hubala również nie widziałem. Nie jest mi również znanym, by oprócz nas, w okolicy znajdowały się jeszcze jakieś inne polskie formacje wojskowe. Cały oddział pod względem szkoleniowym podzielony był na trzy grupy. W poszczególnych grupach prowadzono ćwiczenia z bronią, zważywszy że wielu ludzi nie służyło w wojsku. Ci, którzy już przeszli przeszkolenie, szli, względnie wyjeżdżali konno na patrole. Ja otrzymałem tylko broń boczną. Jako ordynans porucznika miałem piecze nad jego karabinem i amunicją. Swego czasu dał mi 120 nabojów, z czego 60 nabojów nosiłem przy sobie w kieszeni. Jeśli przy aresztowaniu znaleziono u mnie więcej amunicji, to tłumaczy się to tym, że „Sęp” zanim opuścił leśniczówkę włożył mi więcej amunicji do kieszeni. Przed około ośmioma dniami zostaliśmy zaalarmowani około piątej godziny rano, jakoby miały się zbliżać niemieckie wojska. Kiedy wstałem piechota była już sformowana przy wyjściu ze wsi, natomiast kawaleria znajdowała się jeszcze we wsi. Bój miał mniej więcej przebieg następujący: Przed wsią piechota utworzyła trzy gniazda karabinów maszynowych. Ogień na niemieckie wojska otworzyło środkowe gniazdo kaemu. Resztę piechoty ustawiono na lewym skrzydle, skąd miała obejść wojska niemieckie. Kawaleria stała w lesie z prawa wysyłając jednocześnie patrol na tyły niemieckie. Spośród tych zwiadowców dwóch poległo, trzeci zaś wrócił z meldunkiem piechotą. Na podstawie tego meldunku kawaleria na prawym skrzydle przeszła do ataku na kolumnę wozów i otwierając ogień na tyłach Niemców. Major i jego trzej oficerowie stali wraz ze mną oraz ordynansem majora u wylotu wsi. Po tym ataku wojska niemieckie wycofały się, jednocześnie i major wycofał swoje wojsko. Poza dwoma poległymi kawalerzystami mieliśmy również dwóch zabitych w środkowym gnieździe kaemów. Do wieczora pozostaliśmy we wsi, po czym pociągnęliśmy do Szałasu przez Bąków, Wólkę, Furmanów, Niekłań, Wąglów, Gołysę, Odrowąż (tu mieliśmy półgodzinny postój). W Szałasie, w poniedziałek rano zaatakowały nas wojska niemieckie. Mieli przewagę i my wycofaliśmy się na wschód, w kierunku na Świniogórę. Następnie posuwaliśmy się wzdłuż biegnącej tam kolejki polnej i usiłowaliśmy poniżej Suchedniowa przekroczyć szosę. Tu ponownie zastąpiono nam drogę i wycofaliśmy się do nieznanej mi wsi. Major planował przedostać się do Łysej Góry. We wtorek wieczorem, 2.4. ponowiliśmy usiłowanie dotarcia do szosy - zostaliśmy jednak niespodziewanie odparci silnym ogniem kaemów. Pozostawiliśmy sześciu - siedmiu zabitych, dwa erkaemy, jeden cekaem oraz cały bagaż. Podczas tego ataku major Hubal wraz z całą kawalerią znajdował się poza piechotą. Od tej chwili nie widziałem już więcej ani majora Hubala, ani kawalerii. Nie jest wykluczone, że pociągnęli na Łysą Górę. Pragnę jeszcze nadmienić, że zabitych i rannych pozostawiliśmy na miejscu. Pozostało nas jeszcze około trzydziestu ludzi pod dowództwem „Sępa”. Przy próbie przedostania się do lasów koneckich stwierdziliśmy, że jesteśmy otoczeni. Miejsca pobytu (scil. pozostałych towarzyszy broni - Sz, D.) nie mogę teraz wymienić, zważywszy że zbyt długo kołowaliśmy. Pewnym jest, że znajdowaliśmy się w małym lesie, który bym z pewnością odnalazł w terenie. Tu nastąpiło rozwiązanie reszty oddziału. Broń odrzucono lub zakopano. Niektórzy ludzie nosili ubrania cywilne pod mundurem, ci natychmiast zdjęli mundury. Niektórzy w ogóle jeszcze nie mieli mundurów. Pozostali będą usiłowali zaopatrzyć się również w ubrania cywilne. Nie mogę tego jednak twierdzić z pewnością, ponieważ „Sęp”, podoficer Antoni Kisielewski, strzelec Konrad Matynia, Kazimierz Turlik i ja udaliśmy się tymczasem od leśniczówki, położonej w pobliskim lesie. Ta leśniczówka nazywa się „Piekło”. „Sęp”, Kisielewski i Matynia odziani w mundury poszli stąd dalej. Turlik i ja ukryliśmy się na zewnątrz i po tym, jak ci trzej opuścili leśniczówkę, wróciliśmy z powrotem, pragnąc się tam zaopatrzyć w cywilne odzienie. Turlik zdążył się właśnie przebrać, gdy aresztował nas patrol niemiecki. Słyszałem jeszcze od „Sępa”, że chciał pójść do Spały. Uzbrojony był w dwa pistolety, Kisielewski i Matynia mieli po jednym karabinie, poza tym miał K. jeszcze dwa pistolety. Nie mogę podać obecnego miejsca pobytu majora Hubala. Jednakże Turlik powiedział mi, że dowiedział się o późniejszym miejscu zbiórki Hubala. T. nie należał właściwie do oddziału, lecz był czymś w rodzaju ordynansa Kisielewskiego. Na pewno odnalazłbym miejsce, w którym porzucono broń, jak również mógłbym odszukać większość członków oddziału, którzy przeważnie mieszkają w pobliżu mojej wsi rodzinnej. O ile wiem, będą oni wszyscy usiłowali dostać się do swoich domów. Powiedziałem teraz całą prawdę. p(rzeczytano) p(rzyjęto) p(odpisano) (-) ANTONI KRUPA Jako tłumacz: (-) Merz zakończono: (-) Busch SS-Oberscharf (podpis nieczytelny) SS-Scharf. Źródła: 1. Sz. Datner, 203 Aktion gegen Hubal, Współczesność, nr 162, 13-27.05.1964, s. 1; 2. T. Janduła, Ocalić od zapomnienia, Końskie 1998, s. 333; 3. Końskie i powiat konecki 1939-1945, praca zb. pod red. B. Kacperskiego, Końskie 2006-2008, t. V s. 85, t. VI s. 78; 4. Z. Kosztyła, Oddział Wydzielony WP mjr. Hubala, Warszawa 1987 r, s. 297.