Aleksandra Ziółkowska-Boehm - pożegnanie „Romana”

Z uwagi na fakt, że Aleksandra Ziółkowska-Boehm autorka książki o "Romanie" nie mogła wziąć udział w jego pogrzebie, za pośrednictwem naszej strony przesyła kilka słów. Słowa te przytaczamy poniżej:  

Na zdjęciu: Aleksandra Ziółkowska-Boehm z Romanem Rodziewiczem i synem Tomkiem, Warszawa 2004. 

  
Modlitwą pożegnałam Romana. Zawsze serdecznego i zawsze bliskiego i mnie, i mojej Rodzinie: mojemu synowi Tomkowi, braciom Henrykowi i Krzysztofowi, mężowi Normanowi. I moim zmarłym już Rodzicom. Wszyscy kochaliśmy Romana. Właściwie nie było osoby, która po spotkaniu z nim, nie czuła się natychmiast jego przyjacielem. Umiał rozmawiać tak, że nie urażał, że aprobował i doceniał każdego. Zwykle mówił tak, by każdemu było „miło” (trochę mu to nawet zarzucałam lata temu). 

Nasza znajomość trwała 40 lat, od moich czasów studenckich, kiedy Melchior Wańkowicz przedstawił mi Romana i zaprosił w Konstancinie na kolację (pamiętam, zamówiliśmy wszyscy raki). Potem widywaliśmy się wiele razy w Warszawie, w Manchesterze, w Sheffield (i pod koniec jego życia w Huddersfield). Po śmierci Wańkowicza Roman odwiedzając Polskę często pomieszkiwał w moim warszawskim mieszkaniu przy ulicy Kmicica na Mokotowie. 
Poznałam jego siostry: Zofię i Jadwigę, także jego kolegów od Hubala. Wśród nich był wspaniały żołnierz, dumny Józek Alicki, Marek Szymański, Henryk Ossowski, także Jan Sekulak, i wielu innych. 

Zofia i Jadwiga, i Roman, chętnie wspominali dzieciństwo w Mandżurii, wczesną młodość w majątku Ławski Bród na Kresach. Wtedy właśnie zrodził się pomysł książki, którą po ukończeniu zatytułowałam "Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala". Roman cieszył się nią i jej popularnością. Miała cztery wydania (1983, 1986, 1997), czwarte uzupełnione o duże fragmenty i uaktualnione fotografie ukazało się w 2012 roku w Wyd. Iskry w książce pt. "Lepszy dzień nie przyszedł już". W Stanach Zjednoczonych w 2013 roku ukazała się angielskojęzyczna wersja pt. "Polish Hero Roman Rodziewicz. Fate of a Hubal Soldier in Auschwitz, Buchenwald and Postwar England". Dumna jestem, że mogłam napisać o dzielnym Romanie, którym los rzucał z miejsca na miejsce. Moja opowieść to jeden z naszych polskich losów, trudny, bolesny, ale piękny, i zawsze bliski naszym sercom. 

Razem z Romanem odwiedziliśmy Auschwitz, on pierwszy raz po wojnie, ja byłam tam wtedy jedyny raz. Jeden z najtrudniejszych momentów, jaki pamiętam, o którym piszę w książce, był w 1978 roku w Warszawie, kiedy spotkał się ze swoją dawną narzeczoną, Halinką Czermińską (po mężu Żelaźniewicz). Ich losy tragicznie się przerwały. Teraz zobaczyli się pierwszy raz po wojnie i dopiero wtedy ustalili, co naprawdę się stało. Łzy mam, gdy wspominam ich spotkanie, w którym i ja uczestniczyłam. 

Los i mnie rzuca „z miejsca na miejsce”, od ponad 25 lat mieszkam po drugiej stronie oceanu, ale regularnie odwiedzam Polskę. Najdroższe mi miejsce na ziemi. 

Romana ostatnio odwiedziłam w 2012 roku w Domu Opieki Jasna Góra w Huddersfield, w Anglii, gdy skończył 99 lat. Spędziłam popołudnie i wieczór, dzięki gościnności ks. J.Wojczyńskiego przenocowałam i wyjechałam kolejnego dnia. 
Roman już był słaby, już nie prowadziliśmy szybkich rozmów, przerywając sobie nawzajem, jak kiedyś. Był wyciszony, z trudem dobierał wyrazy, nie kończył zdania. Był już niemal jakby nieobecny. 

Chciał, by jego prochy spoczęły na szańcu Hubala w Anielinie. Były z tym trudności, wtedy powstała obawa, że jego prochy będą rozrzucone...i - jak w książce - tułać „z miejsca na miejsce”. Pod koniec życia, Roman podpisał oświadczenie, że chce być pochowany na warszawskich Powązkach. I tak się stało. 

Modlę się za spokój duszy ś.p. Romana. I wierzę, że się spotkamy „po tamtej stronie”. Będą także inni, z którymi Roman, wierzę, już się spotkał: jego rodzice Natalia i Antoni, siostry, brat Stefan, stryj Leon, Hubal, koledzy, Wańkowicz... Czas upływa i coraz mniej nas „po tej wciąż stronie życia”.