Ostatnia zbiórka oddziału majora Hubala

80 lat temu 25 czerwca 1940 roku doszło do ostatniej zbiórki żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Do spotkania żołnierzy doszło na terenie Gminy Kluczewsko w miejscowości Dąbrowy - przysiółek folwarku Praczka, który formalnie podczas okupacji wchodził w skład wsi Ciemiętniki.

Po śmierci majora Hubala 30.04.1940 r. w miejscu zbiórki u sołtysa Wojakowskiego w Rzeczycy zebrało się około trzydziestu żołnierzy oddziału wydzielonego WP, którzy, nie chcąc rozwiązać oddziału, musieli uzgodnić, kto obejmie dowództwo. Kandydatura kpt. ks. Ptaszyńskiego została odrzucona, ponieważ sugerował on rozwiązanie oddziału i przejście do konspiracji. Żaden z żołnierzy nie czuł się na siłach, aby objąć dowództwo nad oddziałem po majorze Hubalu, szukano więc możliwości wyjścia z impasu. W tym czasie pchor. Świda poinformował resztę żołnierzy, iż pewien rotmistrz z Miechowskiego, który służył razem z majorem Dobrzańskim podczas pierwszej wojny światowej, skłonny jest objąć dowództwo oddziału. Aby go odszukać, w Miechowskie udała się Ludmiła Żero. Nowym dowódcą miał zostać rtm. Władysław Spychalski, który przyjął propozycję, wyznaczając datę i miejsce zbiórki. Oddział miał się stawić 25 czerwca 1940 r. w miejscowości Dąbrowy - przysiółek folwarku Praczka.

Aby ułatwić dotarcie na wyznaczone miejsce zbiórki, cały oddział podzielono na trzy grupy, których dowódcami zostali: ppor. Morawski, ogn. pchor. Ossowski oraz wachm. Alicki. Jako pierwsza z Rzeczycy wyruszyła grupa ppor. Morawskiego, która w miejscowości Lipa wpadła w zasadzkę. W wyniku starcia z Niemcami zginął plut. pchor. Bilski. Grupa pchor. Ossowskiego dotarła w rejon Kluczewska bez większych trudności, maszerując tylko nocą. Jako ostatnia z Rzeczycy wyruszyła grupa wachm. Alickiego. Z czteroosobowej grupy na miejsce zbiórki dotarł jedynie plut. Pruski.

Spotkanie żołnierzy z nowym dowódcą miało miejsce 25 czerwca 1940 r. w stodole przy drodze z Kluczewska do wsi Praczka. Poinformował on żołnierzy, że utrzymanie oddziału w umundurowaniu i z bronią jest niemożliwe. Natomiast klęska Francji (3dni wcześniej) oznacza upadek nadziei na rychłą ofensywę aliantów na Zachodzie. Zaskoczenie żołnierzy było ogromne, jednak po naradzie stwierdzono, iż wobec zaistniałej sytuacji dalsza działalność pozbawiona jest sensu. Raport oddziału liczącego wówczas około 24 żołnierzy podpisał ppor. Szymański (Sęp”). Liczba żołnierzy uczestniczących w ostatniej zbiórce oddziału jest różnie podawana: Derecki podaje liczbę – 42, Rodziewicz – 30, Ossowski – 24.

Przed rozejściem się żołnierze ukryli broń w lesie i zaopatrzyli się w ubrania cywilne, których dostarczyły im osoby współpracujące z oddziałem. Niektórzy ze zgromadzonych skorzystali z propozycji przejścia do pracy w konspiracji. Wszystkie dokumenty oraz pieczątki zatrzymał pchor. Ossowski.

W ostatnim czasie w wyniku poszukiwań miejsca ostatniej zbiórki, prowadzonych przez Pana Roberta Dzierzgwę (dyrektor ZPS Dobromierza oraz członek Stowarzyszenia „Hubalowa Rodzina”), udało się ustalić, gdzie doszło do rozwiązania oddziału majora „Hubala”. Odnaleziono również wspomnienia Antoniego Jędrzejczyka ps. "Zemsta" – żołnierza miejscowej placówki SZP-ZWZ-AK. W pamiętniku udostępnionym przez Stanisława Jędrzejczyka (syn Antoniego) znajduje się szczegółowy opis ostatnich dni przed rozwiązaniem oddziału oraz pomocy jaką otrzymali żołnierze Hubala od mieszkańców Gminy Kleczewsko.

Poniżej prezentujemy dokładną treść pamiętnika.

Pobyt Hubalczyków na Ziemi Kluczewskiej
z pamiętnika plutonowego Antoniego Jędrzejczyka ps. „Zemsta”
(pisownia pamiętnika oryginalna)

" ... W roku 1940, w maju, będąc na Praczce i wracając do Dąbrów, zatrzymał mnie Szczukocki Franciszek. Sąsiad z Praczki zaczął mówić, że u Jurczykowej tj. jego sąsiadki w stodole jest wojsko polskie w mundurach i z bronią, bardzo mnie prosił żebym nikomu o tym nie mówił. Według jego danych miało być ponad 20 tu żołnierzy i 3 kobiety i że czekali jeszcze na innych żołnierzy, którzy mieli do nich dołączyć. Idąc do Dąbrów byłem bardzo zadowolony że zarazem łamałem sobie głowę co to ma znaczyć, niby wojna się już skończyła w październiku a tu naraz wojsko polskie. Po przyjściu do domu nikomu nic nie powiedziałem, a sobie dałem słowo, że jak prześpie noc, to jutro pójdę na Praczkę; zobaczyć żołnierzy polskich. Położyłem się spać, lecz nie mogłem zasnąć. Ciągle myślałem o wojsku, które było Jurczykowej na Praczce. Wreszcie zmuszony tym wszystkim, mogła być godzina 12 ta w nocy, gdy od strony drogi ktoś puka do domu i prosi żeby otworzyć. Teść mój Paweł Winiszewski, pyta kto taki, słyszy głos, nie bój się jesteśmy swoi, proszę otworzyć.

Gdy drzwi teść otworzył widzi żołnierzy z bronią, pomyślał że tu są, a gdy jeden z żołnierzy lepiej oświetlił latarką elektryczną mieszkanie zobaczył, że to żołnierze polscy. Jeden z nich rzuca pytanie, czy tu mieszka Jędrzejczyk Antoni z którym chcą porozmawiać. Ja wtedy obudziłem się słysząc rozmowę o mojej osobie. Trochę byłem tym zaskoczony lecz wstałem z łóżka i zacząłem ubierać się, a gdy już byłem ubrany wychodzę i widzę 3-ch żołnierzy t.j 2óch podchorążych i 1-go porucznika. Oni pytają się czy ja jestem Jędrzejczyk odpowiedziałem, że tak, więc oni podają mi ręce mówią że są żołnierzami polskimi i chcą się zatrzymać w moim zabudowaniu. Wobec tego wyszłem z nimi na podwórko i poprowadziłem ich w stronę stodoły, gdzie zauważyłem większą ilość żołnierzy. Długośmy nie porozmawiali, powiedzieli tylko może Pan iść i spać spokojnie, my będziemy czuwać. Na drugi dzień w moim domu a raczej u teścia zaczęła się większa krzątanina przy kuchni, gdyż trzeba było sporządzić śniadanie dla 30 osób.

Tak zaczęła się moja praca konspiracyjna. Dowiedziałem się że jest to Oddział Żołnierzy „Hubala” który zginął pod Anielinem w dniu 30 kwietnia 1940 roku jako major wojska polskiego. W ciągu tygodnia wyjechało kilku oficerów, których zawiozłem furmanką do Włoszczowy, włosy mi dęba stanęły, gdy jechałem na stacje a we Włoszczowie było pełno żołnierzy niemieckich a przecież wiedziałem kogo wiozę i przecież wszyscy mieli przy sobie broń krótką oraz granaty. Lecz jakoś szczęśliwie dostarczyłem ich na stacje we Włoszczowie, skąd pojechali wszyscy w stronę Kielc. U mnie po wyjeździe 4ch żołnierzy pozostało 14tu żołnierzy i 2 kobiety pamiętam że była tu łączniczka Teresa i druga Marta oraz kapral Madej, plut. Lis Dołęga, oraz Korab i inni. W następnym tygodniu wyjechało jeszcze odemnie 7 żołnierzy którym dostarczyłem ubrania cywilne pozostało u mnie tylko 7 miu Hubalczyków i 1kobieta Teresa.

W trzecim tygodniu wyjechała Teresa i jeden ułan a reszta pozostała u mnie i przebywali aż do upadku Paryża. W okresie tym zdobyłem od kolegów, którzy należeli już do konspiracji radia głośnikowe Telefunkieny. Radio to pochodziło z Silpi Dużej od Edwarda Gradowskiego. Po radio pojechałem z ziemianinem z Bobrownik t.j. Bzowskim Tadeuszem. Radio było u mnie tylko kilka dni, następnie radio to dostarczyłem do Kluczewska do majątku t.j. Konarskiego Stanisława i tam było zainstalowane. Po upadku Paryża reszta żołnierzy rozbroiła się, ja dałem im cywilne ubrania i każdy wracał do swoich rodzinnych stron, lub zastał zatrudniony majątkach Załuskach.

Broń oraz mundury i inne rzeczy wojskowe zastały u mnie przechowane w 4-ech dużych beczkach od zboża i zakopane w lesie około 100 m od moich zabudowań. Przy zakopaniu tej broni napracowaliśmy się bardzo, gdyż musieliśmy w gęstym zagajniku wykopać dół, a ziemię wynosić ręcznie koszykami na pole, żeby nie było śladu. Pracowaliśmy we 4-ch- t.j. ja 2-ch moich szwagrów i sąsiad Maciejczyk Bolesław i po upływie 4 (7 niezrozumiałe) dni została zakończona robota i przechowana broń w beczkach i zamaskowane było to wszystko tak zrobione że można było chodzić po tym i nie można było zauważyć, że tu coś się znajduje. Broni było 22 sztuk kbk 2 erkaemy 25 plecaków 2 skrzynie z granatami około 3000 amunicji do kbk. materiał minerski 25 map wojskowych 14 busol 16 mapników 6 lornetek wojskowych z podziałką, oraz nowy jeszcze nie używany mundur, czapka i pas z dystynkcjami Ś.p. majora „Hubala” t.j. Henryka Dobrzańskiego które to przedmioty zabrałem na Praczke i przechowałem w stodole. Mundury żołnierskie czapka i inne były przechowane na Dąbrowach. Nie mogę bardzo sobie przypomnieć kto odebrał odemnie mundur, czapke i koalicyjke majora, zdaje mi się że Teresa lub (niezrozumiałe) i powiedziała, że zawiezie to do Krakowa do rodziny majora. Pozostałą część pozostawionego uzbrojenia i mundury wydałem na polecenie „Dołęgi” Osowsskiego w jesieni 1940 r. Adamskiemu Wojciechowi ps Czajka z Kluczewska Wiem dobrze, że Adamski Wojciech przekazał wszystko partyzantom AK Marcinowi t.j Tarchalskiemu Mieczysławowi. ...”