Konkurs wiedzy o majorze Hubalu - ogłoszenie wyników

W kwietniu na naszej stronie mogliście wziąć udział w konkursie wiedzy o majorze Hubalu. Pytaliśmy o to w jakich latach major Dobrzański służył w 2 Pułku Strzelców Konnych. Wszystkie odpowiedzi, które przysłaliście były prawidłowe i było ich naprawdę dużo. Za udział w konkursie bardzo Wam dziękujemy. Szykujemy już kolejne konkursy. Do wygrania tym razem będzie nowy komiks o Hubalu i jego oddziale. Spośród wszystkich uczestników biorących udział w konkursie wylosowaliśmy 3 osoby, które otrzymają od nas nagrody. 

Pytanie konkursowe związane było z hrubieszowskim pułkiem, który w zeszłym roku obchodził setną rocznicę swojego powstania. Dlatego też główną nagrodą jest wyjątkowy katalog muzealiów 2 Pułku Strzelców Konnych w którym zaprezentowano zdjęcia, dokumenty i militaria. Nagrodę ufundowało Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie.

Drugą nagrodą jest „Kaja od Radosława czyli Historia Hubalowego krzyża”, której autorką jest Aleksandra Ziółkowska-Boehm. W książce znajdziecie fascynującą opowieść o losach uczestniczki Powstania Warszawskiego, która przez 54 lata przechowywała krzyż Virtuti Militari majora Henryka Dobrzańskiego. Hubal dał go swojej kurierce, by naprawiła go w Warszawie, następnego dnia zginął. 

Trzecią nagrodą jest publikacja pt. „Anielin. Tu poległ Hubal”, która przedstawia historię szańca majora Hubala w Anielinie koło Opoczna. Niezwykła historia miejsca, gdzie poległ Hubal wzbogacona została wieloma niepublikowanymi dotąd fotografiami. Książka przedstawia również życie majora Dobrzańskiego aż do czasu Jego bohaterskiej śmierci w anielińskim zagajniku.

Lista zwycięzców:
1. Paulina Rus
2. Marcin Nowak
3. Zuzanna Pucek
Serdecznie gratulujemy!  Nagrody prześlemy pocztą. 

Prawidłowa odpowiedź to oczywiście lata 1934 -1936. O tym jak wyglądał okres służby majora Dobrzańskiego w 2 Pułku Strzelców Konnych możecie przeczytać poniżej. 
 
W lutym 1932 r. na świat przyszła córka państwa Dobrzańskich – Krystyna. Major spędzał z nią dużo wolnego czasu, a gdy jeszcze ledwo chodziła, zaczął uczyć ją jazdy na kucyku. W marcu 1934 roku, po czterech latach służby w Rzeszowie, został przeniesiony do 2. Pułku Strzelców Konnych w Hrubieszowie na stanowisko kwatermistrza. W nowym miejscu przywitano go bardzo serdecznie. Szczególne zadowolenie wyrażali młodzi oficerowie, którzy zadawali sobie sprawę z tego, że będą mieli okazję uczyć się jeździectwa od jednego z najlepszych. 

Przybycie Dobrzańskiego do Hrubieszowa dobrze zapamiętał major Ludwik Tarnasiewicz – kolega pułkowy, który służył w 2 Pułku Strzelców Konnych w latach 30. i tak je później opisał: Spotkanie moje z majorem Dobrzańskim odbyło się w dość dziwnych okolicznościach. Było to na początku lat 30-tych w Hrubieszowie, gdzie stacjonował mój macierzysty 2 Pułk Strzelców Konnych. Wracaliśmy z ujeżdżalni w doskonałych jak zwykle humorach, kiedy przed dowództwem pułku zajechał samochód, z którego wysiadł młody przystojny oficer. Wzięliśmy go za jednego z tych, których szczęśliwe losy rzuciły do garnizonu Hrubieszów. Otoczyliśmy przybysza, poklepując i gratulując mu przydziału. Był w nieprzemakalnym płaszczu, nie widzieliśmy, że nosi dystynkcję majora i jest naszym przyszłym kwatermistrzem. Zaproponowaliśmy mu, aby z nami udał się do kasyna, ale ten rasowy kawalerzysta pierwsze swoje kroki skierował do stajni, gdzie już, jak się okazało, czekały na niego sławne konie „Nic ci do tego” i klacz pełnej krwi „Ixora”. Przywitanie z nimi było serdeczne, bo zarówno konie kochały pana, jak i pan swoje pupilki.

Major przepadał za ruchem, sportem i benedyktynką. Rzadko kiedy można go było spotkać w kancelarii. (…) Był doskonałym kwatermistrzem. Dbał o to, aby żołnierz był dobrze odżywiony i konie dobrze karmione. O jego znawstwie świadczył taki drobny przypadek. W czasie dostawy siana lekarz wet[erynarii], który wchodził w skład komisji, odrzucił szereg wozów motywując to tym, że jakość siana jest zupełnie zła. Przeciwko temu wystąpił kwatermistrz, który był odmiennego zupełnie zdania. Kazał pobrać próbki z poszczególnych wozów, wysłać do analizy, która potwierdziła jego rację. Jako instruktor jazdy wykazywał niebywały talent. Może zbyt często posługiwał się długim biczyskiem, ale nie w stosunku do koni, lecz raczej do jeźdźców niezbyt ściśle i dokładnie wykonywujących jego instrukcje. W czasie pobytu na manewrach w Komorowie opisywał nam walki stoczone z kawalerią Budionnego w 1920 roku. Był wtedy podchorążym 2 Pułku Szwoleżerów. Otrzymał rozkaz, ażeby podciągnął karabiny maszynowe odległe około pół kilometra. Po drodze napotkał na płot dwóch metrów wysoki, skoczył przezeń i rozkaz wykonał. Śmiał się, że wtedy pierwszy raz poczuł się Kordianem. 

Nie znosił dwóch rzeczy golenia i ćwiczeń taktycznych. Golił się u naszego pułkowego fryzjera. Była to długa procedura, zajmująca około pół godziny czasu, z gorącymi kompresami na twarz, masażem itp. itd., Jeśli chodzi o ćwiczenia taktyczne, jego impulsywna natura nie mieściła się w ramach długich analiz, ocen terenu i sytuacji. Pobierał decyzję bardzo szybko i zwykle była to decyzja właściwa. Majora Dobrzańskiego ostatni raz spotkałem przy końcu września. Był pełen zapału i nadziei, że wszystko się szybko skończy i Polska będzie wielka i niepodległa.

Wypełniając swoje obowiązki związane z funkcją kwatermistrza, major znajdował jeszcze czas na prowadzenie grupy sportu konnego, której był instruktorem. Udostępniał też własne konie pełnej krwi angielskiej: „Ixora” i „Nic ci do tego”. W tym czasie pułk odnosił sukcesy w jeździectwie, a ich współtwórcą w dużej mierze był Dobrzański.

Stosunki Dobrzańskiego z dowódcą płk. Romualdem Niementowskim układały się niezbyt pomyślnie. Prawdopodobnie silna niechęć dowódcy pułku do majora spowodowana była incydentem, który miał miejsce w 1935 r. podczas zawodów konnych w Warszawie. W trakcie konkursu, żona prezydenta Mościckiego, która była kuzynką Dobrzańskiego, zaprosiła go, za pośrednictwem delegowanego oficera, do loży prezydenckiej. W odpowiedzi major oświadczył: „Nie chodziłem do niej, gdy była porucznikową, tym bardziej nie pójdę, gdy została prezydentową”. 

Taka publiczna wypowiedź zaszkodziła mu, gdyż od tego czasu wszelkie jego decyzje były podważane i kwestionowane przez płk. Niementowskiego. Doszło nawet do sytuacji, kiedy przełożony zarzucił majorowi brak zapasu prowiantu dla żołnierzy. Zamówił on więc tyle żywności, że nie można było jej pomieścić w magazynach. Po tym zdarzeniu został przeniesiony. W 1936 roku trafił ostatecznie do Wilna, gdzie pełnił funkcję nieoficjalnego 2-zastępcy dowódcy 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich.

Źródło: Łukasz Ksyta, Major Hubal – historia prawdziwa, Warszawa 2014.