Relacja Józefa Słonia żołnierza oddziału mjr. Hubala spisana 6 IV 1940 r. przez ks. Walentego Ślusarczyka

W dniu 30 III 1940 r. we wsi Hucisko na terenie gminy Borkowice doszło do bitwy oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Hubala z oddziałami wojsk niemieckich. Przebieg walk był następujący: w godzinach rannych oddziały wojsk niemieckich, które ubiegłego dnia tzn. 29 w piątek przyjechały w liczbie 2-kompanii do Chlewisk i w nocy z piątku na sobotę obstawiły placówkami wieś Skłoby i tamtejszą leśniczówkę, w godzinach rannych dnia 30 wyruszyły w kierunku Huciska. W pierwszej chwili wydawało się, iż oddział wojska polskiego zostanie zaskoczony, ponieważ niemieckie oddziały bez przeszkody dotarły do Huciska i dopiero w odległości 150-200 metrów od wioski zostały zauważone przez patrol oddziału wojska polskiego mjr. Hubala. Natychmiast po zaalarmowaniu przez patrol oddział wojska polskiego stanął do boju zajmując stanowiska na łąkach wsi Huciska porosłych krzakami w kierunku lasu. Natomiast pozycja oddziałów niemieckich była po drodze od Skłób do Huciska w okolicy kopalni na tzw. „Skręcie”.


W pierwszych początkach udział w walkach brała ze strony oddziału wojska polskiego tylko piechota, lecz w czasie gdy oddziały niemieckie zaczęły się załamywać wódź mjr Hubala dał rozkaz, by kilku kawalerzystów, ze szwadronu wyruszyło do boju. 
Udział w walce wzięło 8 kawalerzystów. Kawaleria zajechała tyły niemieckie od strony Skłób. 3 kawalerzystów zostało przy koniach, zaś 5 wyruszyło na w pobliżu stojące ciężarowe samochody i taksówki niemieckie z granatami w ręku. Zdobyli 4 samochody ciężarowe, które spalili i 1 taksówkę, na której zabili pułkownika i majora wojsk niemieckich. Niemieckie oddziały widząc się zaskoczonymi w nieładzie poczęły cofać w tył. W czasie odwrotu rozpętała się burza śnieżna, wśród której niepoznane oddziały niemieckie rozpoczęły między sobą kilkuminutową strzelaninę. Straty po stronie oddziału wojska polskiego mjr. Hubala są następujące: 4 zabitych na placu boju, 2 ciężko rannych w tym 1 podchorąży i 1 strzelec lżej. Straty niemieckie następujące: około 60 legło na placu boju 1 pułkownik, 1 major co znaleziono następnego dnia, 18 zmarło z ran. Razem około 100.


Przed bitwą 1 kapral nazwiskiem Skorupczyński z Poznańskiego wracając z patroli od strony Chlewisk został zaskoczony przez Niemców, którym zniszczył ciężarowy samochód i broniąc się dojechał do miejscowości Lipy pod Skłobami, zabijając po drodze 18 niemców. Po śmierci niemieckie oddziały mszcząc się na nim strzeliły jeszcze 5 razy do niego, zostawiając w jego piersiach 5 kul, zaś jakiś wyrodny człowiek ze Stefankowa w „nagrodę” oberżnął mu cholewy z butów. Po zakończonej walce wódz oddziału Wydzielonego wojska polskiego mjr Hubala zarządził wymarsz. Oddział odmaszerował w spokoju o godz. 9-tej wieczorem z Huciska przez Boków, Wólkę Zychową, Furmanów w stronę Niekłania. W Niekłaniu półgodzinny postój i dalszy odmarsz w kierunku Odrowąża na Kielce. Przed wschodem słońca przybyliśmy do Odrowąża. Odpoczynek następnie odmarsz w kierunku traktu i traktem do Szałasów. W Szałasach stanęliśmy obozem w niedziele 31 III 1940 r. Po obiedzie z obozu w Szałasach w niedziele 31 III uciekło 4 ochotników a właściwie zdrajców, którzy wstąpili po to, by zdobyć wiadomości o dalszych krokach oddziału, a następnie zdradzić do wojsk niemieckich w okolicy. Dwóch z nich wiadomego nazwiska a mianowicie: Walasik, brat słynnego szpiega, który zastrzelony został wraz drugim Gruszczyńskim z Rzucowa w Hucisku, oraz Sochacki, zaś dwóch niewiadomego dla wszystkich nazwiska. Wszyscy z Chlewisk.


Noc z 31 III na 1 kwietnia minęła spokojnie. Rano po śniadaniu rozkaz ostrego pogotowia, ponieważ oddziały niemieckie pierścieniem otaczają Szałasy. Początkowo myśleliśmy, iż to jest niespodzianka ze strony dowództwa na „prima aprilis”, lecz wkrótce przekonaliśmy się o prawdziwej niespodziance. O godzinie 9-tej niemieckie oddziały zaatakowały nas od strony Kielc. Pozycja oddziału wydzielonego mjr. Hubala w okolicy wioski na polu. Ze strony wojska polskiego pole obstrzału jakeśmy wszyscy oświadczyli było pierwszorzędne, lecz musieliśmy wycofać się do okolicznego lasu z obawy zaskoczenia na tyłach. W okolicy walki cały dzień.  Straty nasze tzn. oddziału wydzielonego wojska polskiego następujące: Na polach wsi Szałasy 1 zabity kawalerzysta w okolicznym lesie 4 rannych. Straty niemieckie według opowiadań miejscowych ludzi, którzy słyszeli z ust żołnierzy niemieckich około 200, rannych nie wiadomo.


Po odbytych walkach oddział przebił się w godzinach przedwieczornych przez pierścień oddziałów niemieckich i pomaszerował przez tor kolejki wąskotorowej Zagdańsk – w kierunku Łącznej i tamtędy według zamiarów dowództwa miał przedrzeć się do gór Świętokrzyskich. Przemaszerowaliśmy bez przeszkód na błonia porosłe krzakami w okolicy Łącznej. Chwilowy odpoczynek na gajówce pod lasem i o godz. 12 w nocy dalszy marsz.  Patrole wróciły szczęśliwie – przeszkód żadnych. Maszerujemy dalej dochodząc do traktu Kielce –Warszawa w odległości 20-30 kroków od traktu głównego Kielce – Warszawa niemieckie oddziały stworzyły zasadzkę i natychmiast otworzyły ogień z R.K.M-ów, uprzednio nie atakując naszych patroli. W pobliżu traktu na torze kolejowym ustawione były C.K.M.


Oddział wojska polskiego musiał wycofać. Ostrzeliwując się zostawił na placu boju C.K.M. zniszczony przez własnych żołnierzy, by nie dopuścić do zdobycia tak cennej zdobyczy, oraz 1 kawalerzystę zabitego, o więcej zabitych brak wiadomości, bowiem po sformowaniu okazało się, iż wszyscy omal wrócili. Odwrót odbył się do lasu w okolicę Szałasów. Na drugi dzień tzn. we wtorek cały dzień potyczki w różnych miejscach danej okolicy. Szwadron z mjr. Hubalą wodzem oddziału wydzielonego przedarł się o godz. 12-tej w południe prawdopodobnie w okolicę Radoszyc zaś piechota po części rozbita musiała rozlecieć się na własną rękę z powodu braku amunicji i niemożliwości przedarcie się w inną okolicę, a gospodarze okoliczni donieśli, iż oddziały wojsk niemieckich zebrały z okolicznych wiosek konie i mężczyzn i drugiego dnia miały zarządzić obławę i wszystkich wyłapać. Zamiar ich został zniszczony tym, że oddział nocą został zlikwidowany i grupkami przedarł się w bezpieczne miejsca. 

Własnoręcznie spisałem jako naoczny świadek i biorący udział w wymienionych potyczkach powstaniec Józef Słoń

Spisano na plebanii u ks. wikarego Walentego Ślusarczyka w Borkowicach dnia 6 IV 1940 r.
Dla Boga i wolnej Ojczyzny!
[zachowano pisownię i interpunkcję oryginału]


Źródło: IPN, Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Delegatura w Kielcach, sygn. IPN Ki 53/344.